Graham Masterton i 'Bazyliszek' | Recenzja


To dopiero moje trzecie spotkanie z Mastertonem i do tej pory zachwycał mnie coraz bardziej. Po lekturze Dziewiątego koszmaru wiedziałam, że mogę się spodziewać wiele, jednak przede wszystkim polubiłam fantastykę. ;) Bazyliszek jest pierwszym tomem z cyklu Nathan UnderhillTak, tym razem udało mi się zacząć serię od początku. ;) 

Brytyjski pisarz jest znany głównie z horrorów, jednak w swoim dorobku ma również trochę fantastyki. A co jeśli połączyć oba te gatunki? Może nam wyjść coś cudownego. Czy tak było i w tym przypadku? 

Nathan Underhill pracuje w Filadelfijskim Ogrodzie Zoologicznym i próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi. Doktor Christian Zauber, Niemiec, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. 

Podczas nocnej wizyty w Murdstone, Nathan i jego żona Grace odkrywają potworną tajemnicę doktora Zaubera. Niestety wyprawa do domu starców kończy się tragicznie – Grace spojrzała nieopatrzenie w oczy Bazyliszka i zapadła w śpiączkę. Nathan odwozi swoją żonę do szpitala i wraca do Murdstone by dowiedzieć się od Zaubera, jak jej pomóc. Po przyjeździe na miejsce stwierdza, że budynek stoi w płomieniach, a doktor Zauber zniknął. 

Na pomoc doktorowi Nathanowi przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad Zaubera ukrywającego się w Krakowie.

Profesor Nathan Underhill bawiąc się genetyką próbuje się spełnić naukowo. Pragnie on stworzyć mityczne stworzenie, co do którego jest pewien, że istniało naprawdę - gryfa. Dzięki niemu, a raczej z niego mógłby pozyskać komórki macierzyste, które pomogłyby w leczeniu wielu chorób. Chorób, wobec których medycyna była bezradna. Sukces profesora byłby przełomem w dziedzinie medycyny. Nathan pochłonięty pracą zaniedbuje siedemnastoletniego syna, który przeżywa okres buntu. Jednak nie tylko to jest powodem jego zmartwień - seria nieudanych eksperymentów, martwy, bliski wykluciu gryf, co doprowadziło do odcięcia budżetu przeznaczonego na te badania. 
Okazuje się, że nie tylko profesor Underhill pragnie wyhodować mityczne stworzenie. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, w którym pracuje Grace, żona Nathana, również jest owładnięty żądzą odtworzenia legendarnego stwora. Kiedy profesor Underhill wykorzystuje w tym celu naukę, Zauber zabiera się za to z pomocą czarnej magii i życiowej energii, tworząc bazyliszka. Wkrótce, podczas nocnej wizyty w Domu Starości, małżeństwo poznaje okropną tajemnicę Zaubera. W skutek dziwnych zdarzeń Grace zapada w śpiączkę, a Christian znika. Trop prowadzi do Krakowa, gdzie ma swój finał pogoń za Zauberem. Czy Nathanowi uda ocalić się żonę? Czy sam ujdzie z życiem? I jakie mityczne stworzenia będzie mu dane spotkać? Ciekawi? Mam nadzieję, więc zapraszam do lektury. 

Tajemnice są jak namiętności. Zwykle przerastają tych, którzy zostali wybrani, aby je dźwigać.

Mityczne stwory, eksperymenty, czarna magia i Kraków - to powieść w pigułce. Zaczynając książkę miałam wielkie nadzieje, zapowiadała się na świetny horror. Jednak im bardziej się zagłębiałam, tym moje nadzieje słabły. Zamiast rewelacyjnego i zaskakującego, mamy nudne i przewidywalne zakończenie. Dużym plusem jest motyw Polski, a właściwie Krakowa i związanej z nim legendy o Bazyliszku. Z początku książka nawet trzyma w napięciu, tempo wydarzeń może nie jest najszybsze, co nie zmienia faktu, że czytanie może wciągnąć. Powieść czyta się szybko, jednym tchem, co jest oczywiście na plus. Jednak, miałam duże oczekiwania, co do Mastertona, i tym razem ich nie spełnił. Liczyłam na mocny horror.

W Mastertonie pokładałam wielkie nadzieje. Nie sądziłam jednak, że tak szybko mnie zawiedzie. Co prawda każdy pisarz ma lepsze i gorsze dzieła. Więc myślę, że po jednym niepowodzeniu nie skreślę go! ;) 

Mimo wszystko mogę polecić Bazyliszka mniej wymagającym czytelnikom, a fanom horrorów chyba tylko jako bajkę. ;)

Popularne posty z tego bloga

Stephen King i "Worek kości' | Recenzja