Nienawidzę wtorków. Czyli poniedziałek nie taki zły.


Pamiętacie, gdy kiedyś pisałam o moim najgorszym dniu tygodnia - poniedziałku? Otóż, od dłuższego czasu, a konkretniej od początku czwartego semestru, już nim nie jest poniedziałek. 

Chyba powinnam się cieszyć z tego powodu. W końcu poniedziałkowy poranek jest przyjemny. Nie budzę się z ogromnym stresem, bo O! Dziś poniedziałek! Wręcz przeciwnie, aż chce mi się wstawać. Nie muszę się martwić, że tydzień zacznie się beznadziejnie, bo rano zawsze mam czas na wszystko, a przede wszystkim mam czas dla siebie. Dzień też nie jest najgorszy. Przeciwnie, jest cudowny. To właśnie najczęściej w poniedziałki wszystko samo się układa. A odkładanie nauki w niedzielę, bo może się uda bez, okazuje się zajebistym planem! ;) 

Jednak, jak to u mnie bywa, jeśli coś się naprawia, to coś innego musi się spieprzyć... Bo jeśli poniedziałek nie sprawia mi już przykrości, to za to wtorek przyprawia mnie o mdłości. Poważnie. Wtorek to dla mnie jeden wielki stres i już poprzedniego dnia wieczorem wiem, że następny dzień nie będzie dla mnie łaskawy. Będzie okropny! I wiecie co? Wtorek zawsze jest beznadziejny. Nie trafił się jeszcze taki (jeśli chodzi o ten feralny czwarty semestr), który by mnie ucieszył. 

Kiedy przychodzi poniedziałkowy wieczór, wiem, że nawet sen nie będzie za dobry, a we wtorek rano znowu wstanę niewyspana. Znowu przetrząsnę cały pokój w poszukiwaniu tego głupiego zeszytu, który nawet mi się nie przyda. Znowu będę miała problem z wyborem śniadania. Znowu nie będę mogła się pozbierać rano, a na makijaż zostanie mi może z 3 minuty. Znowu będę się przebierać kilka razy, bo jak zwykle we wtorki, zawsze mi coś nie będzie pasować. I znowu wyjdę, a raczej wybiegnę z domu prawie spóźniona na autobus, nie zdążając nawet wypić łyka ulubionej zielonej herbaty. A to tylko poranek...!

Cała sytuacja zmienia się od razu około 10 rano. Gdy tylko wyjdę z sali. Z sali, w której odbywa się znienawidzony przeze mnie przedmiot... Na szczęście, już za 6 tygodni, wszystko się zmieni. Przynajmniej mam taką nadzieję. Bo kiedy pomyślę, że już jutro jest ten znienawidzony przeze mnie dzień, w którym, każdy poranek jest dla mnie koszmarem, aż mnie mdli...

Mam nadzieję, że wasze wtorki są o wiele lepsze! ☺ 

Popularne posty z tego bloga

Stephen King i "Worek kości' | Recenzja