Graham Masterton i "Wizerunek zła" | Recenzja


Uwielbiam horrory, nie da się ukryć.Ale kiedy do tego dochodzi wątek fantastyczny, to już po prostu ideał! To moje pierwsze spotkanie z Mastertonem, ale na pewno nie ostatnie! ;) 

Grayowie zamówili portret rodzinny i celowo odnaleźli i wykorzystali zamiłowania malarza, a także jego umiejętności. Za jej sprawą rodzina starzeje się... wyłącznie na płótnie. Początkowo zaskoczeni, Grayowie bezwzględnie wykorzystują swoją nieśmiertelność. Doprowadzeni do rozpaczy okoliczni mieszkańcy kradną im w końcu magiczny obraz i, grożąc jego zniszczeniem, zmuszają ich do opuszczenia Europy. Ale siedemdziesiąt lat później demoniczna rodzina powraca, by się ratować. Źle zabezpieczone przez malarza płótno zaczyna się rozpadać, a wraz z nim nikną również sportretowani. Czoło Grayom musi stawić wnuk mężczyzny, któremu udało się ich wypędzić...

Muszę przyznać, że książka od pierwszych stron trzyma w napięciu. Zaczyna się od morderstwa. Autostopowiczka zostaje oskórowana, i jak się okazuje, nie jest to pierwsze tego typu morderstwo. Ktoś zaczyna kolekcjonować... Tylko w jakim celu? 

Jeśli kojarzysz chociaż trochę książkę Oscara Wilde'a, to wiesz, że główny bohater zawiera pakt z nieczystymi mocami w zamian za swoją duszę. Młodzieniec nie starzeje się, za to starzeje się jego portret. U Mastertona jest podobnie. Portret psychopatycznej rodziny, która się nie starzeje. Jednak, technika malarza, który wykonał obraz, nie była najlepsza. W efekcie czego obraz zaczął się rozpadać, a rodzina - gnić. Zmusiło ich to do mordowania ludzi. Potrzebowali ich skóry, do kontynuowania swojego rytuału. Głównie z powodu utraty obrazu. Znalazł się on w rękach głównego bohatera, który prowadził galerię. Vincent będzie musiał walczyć z rodziną Gray'ów, tym samym sprowadzając niebezpieczeństwo na swoją rodzinę.

Masterton nie bez powodu napisał tę książkę. Wyraźnie zafascynowany powieścią Oscara Wilde'a, postanowił opowiedzieć ją na swój własny sposób, jednocześnie oddając hołd Wilde'owi. 


Styl Mastertona mnie urzekł. Fabuła jest prowadzona starannie, nie ma niepotrzebnych, długich opisów, przez co wszystko układa się w logiczną całość. Mimo iż książka nie rozwija się w szybkim tempie, to nie nudzi czytelnika. Nie brakuje tu także dokładnych opisów morderstw, co mnie bardzo cieszy (nie, nie jestem psychopatką ☺). Właściwie, gdyby nie te właśnie opisy, książka byłaby zwykłą powieścią. Nie można zapomnieć o bohaterach. Psychopatyczna rodzina, kolekcjoner sztuki czy medium. Są po prostu intrygujący, mają swój niepowtarzalny styl. Jedyne, do czego się mogę przyczepić to zakończenie. Nie było fajerwerków. Nie było ogromnego zaskoczenia. Fakt, książka nie zakończyła się tak, jak myślałam o tym na początku, aczkolwiek, same zakończenie nie powaliło mnie. Wręcz przeciwnie, nie mogłam uwierzyć, że tak świetnie zapowiadający się horror, może zakończyć się tak banalnie. 

Mimo wszystko, polecam! Polecam nie tylko fanom horrorów, w końcu każdy może tu znaleźć coś dla siebie. 

Jak już wspomniałam, to moje pierwsze spotkanie z Mastertonem, i nie ostatnie. Już zabrałam się za jego kolejne dzieło, a mianowicie Dziewiąty koszmar. I już wam mogę zdradzić, że zapowiada się naprawdę świetnie. Jestem ciekawa tylko, czy tym razem zakończenie mnie nie rozczaruje. ;) 

Popularne posty z tego bloga

Przemysław Piotr Kłosowicz i 'Zdobywcy oddechu' | Recenzja