Cudowna powieść Eleanor H. Porter - "Pollyanna" i jej gra w zadowolenie. | Recenzja

Słowami świadczyć miłość to nie miłość.
Bez tego cytatu, jak i też bez samego utworu, nie wyobrażam sobie nie tylko własnego dzieciństwa ale i życia. Sama historia jest może prosta i dosyć przewidywalna, lecz nie pozbawiona morału, mądrego morału. Pollyanna to cud.

Fakt, czytałam ją jeszcze będąc w podstawówce, ale to właśnie dzięki niej czułam się lepiej. Mogłam wracać do niej w każdej chwili, odrywając się od rzeczywistości. W tamtym świecie było lepiej. Lubię uciekać w świat książek. Czuję się wtedy bezpieczna. 

Ale do rzeczy. 

Pollyanna to wesoła, jedenastoletnia dziewczynka, która po stracie ojca, jak i skromnego majątku, trafia pod opiekę niezbyt przyjaznej ciotki. Ciotka przygarnęła ją jednak bardziej z poczucia obowiązku niż z samego względu na dziewczynkę. Surowe zasady, niemiła atmosfera oraz wieczne niezadowolenie panujące w domu opiekunki załamały każde dziecko. Każde, tylko nie Pollyannę! Była to wiecznie uśmiechnięta dziewczynka, która zarażała swoim entuzjazmem wszystkich. Bez wyjątku. Chociaż, przekonanie do siebie ciotki było największym wyczynem. Pollyanna potrafiła rozchmurzyć każdego. Wszystkie problemy przy niej znikały, aż w końcu stała się prawdziwym skarbem dla swojego miasteczka. Ale czy uda się jej zbliżyć do ciotki? Czy przekona ją do siebie?

Pollyanna ma bowiem swoją grę. Grę, w którą grała jeszcze z ojcem. Grę w zadowolenie. Była ona dla niej odpowiedzią na wszystko. Na wszystko, co złe. Doszukiwała się we wszystkim dobrych stron. Wszędzie szukała pozytywów. Szukała dobra! I to właśnie dzięki tej grze, potrafiła przetrwać wszystko. I to właśnie dzięki niej wszyscy wokół zmienili pogląd. Zmieniło się ich podejście do nie tylko do świata, ale także do ludzi. Nawet ciotka.

Ta książka jest wspaniała. Ta książka leczy. Leczy z pesymizmu. Leczy z narzekania na świat, na ludzi, na wszystko. Po lekturze wszystko staje się inne. Łatwiejsze. Lepsze. Trzeba nauczyć się dostrzegać we wszystkim dobra. Nawet w najmniejszych rzeczach. 
To właśnie tego uczy Pollyanna!

Nie jest to książka wyłącznie dla dziewczynek i nastolatek. Jest idealna również dla dorosłych. I może to im najbardziej jest właśnie potrzebna. W codziennym życiu często nie mają czasu nawet na uśmiech, a co dopiero na to, by cieszyć się z drobiazgów. 

Jestem wdzięczna Eleanor H. Porter za tak lekką, cudowną, a zarazem pouczającą książkę. Nie wyobrażam sobie bez niej mojego dzieciństwa. Nauczyła mnie wiele. Dzięki niej zmienił się mój światopogląd! ;)

Polecam ją wszystkim, bez wyjątku! Oczywiście, jeśli już ktoś miał z nią styczność, to nawet nie będzie trzeba go zachęcać. Jednak jeśli się na nią jeszcze nie natknąłeś, to uwierz mi, warto po nią sięgnąć. I to bez zastanowienia! ;)

Pollyanna zmienia wszystko na lepsze! :D

~~~

P.S. Książkę dostałam w spadku po mamie, więc jest już trochę wysłużona. W szczególności okładka. ;)

Popularne posty z tego bloga

Przemysław Piotr Kłosowicz i 'Zdobywcy oddechu' | Recenzja

Lektury, które znienawidziłam

Zapowiedzi recenzji

Zapowiedzi recenzji
'Wołyń. Bez litości.' - Piotr Tymiński