Trauma z dzieciństwa - Rozdział 1 - Tomek


Była wtedy dzieckiem. Myślała, że bycie jedynakiem jest złe. Z jednej strony miała rodziców tylko dla siebie, była ich oczkiem w głowie, dostawała wszystko, czego tylko zapragnęła. Jednak z drugiej strony nie miała nawet z kim się pobawić, bo rodzice mają cię w końcu dosyć. Coraz częściej zostawali w pracy po godzinach. Coraz częściej opiekowała się nią ciotka, która i tak nie zwracała na nią uwagi. Coraz częściej musiała sobie radzić sama, choć sama nie potrafiła jeszcze nawet korzystać dobrze z nocnika. Coraz bardziej pragnęła rodzeństwa. Nie wiedziała tylko, że to właśnie przyczyni się do całego zła, które ją spotkało.

Zanim się pojawił była małym, słodkim i naiwnym dzieckiem. Wiecznie uśmiechnięta. Potrafiła cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy, gestów, słów. Swoim uśmiechem potrafiła rozjaśnij ponury dzień. Potrafiła sprawić, że zło odchodzi.

Kiedy skończyła dwa latka w jej domu pojawił się ktoś nowy. Ktoś, kogo tak bardzo pragnęła. W końcu. Doczekała się go. Opiekowała się nim tak, jak tylko potrafiła. Razem z nim przeżywała każdy ból, śmiech i złość. Była nim zafascynowała. Obiecała sobie, że nigdy nie pozwoli go skrzywdzić. W końcu, to jej młodszy braciszek, na którego tylko czekała.

Dorastali razem w zgodzie. Choć nie zawsze było idealnie, to wskoczyłaby za niego w ogień. Uwielbiali się razem bawić. Kasia nigdy nie przepadała za lalkami mimo, że miała ich sporo. Wolała samochodziki Tomka, a on nie miał nic przeciwko. Nie musiała go nawet specjalnie namawiać, by pobawił się jej zabawkami. Z początku wcale nie wydawało jej się w tym nic dziwnego, przecież sama wolała zabawki dla chłopców.

Lata mijały. W końcu padło te słowo. Przeprowadzka. Nie ucieszyła się specjalnie. Szczególnie, że przeprowadzać się mieli do jakiegoś miasteczka zabitego deskami. Gdzieś, gdzie dziewięćdziesiąt procent mieszkańców stanowili emerycie. Jednak zdanie pięciolatki nie miało tu żadnego znaczenia. Usłyszała tylko, że stamtąd będzie bliżej do babci. Babci, której od samego początku nie potrafiła polubić.

Mieszkała już tu rok, ale nadal nie potrafiła się tu odnaleźć. Nie chodziło już nawet o to, że te miejsce było nowe. Tylko było tu jakoś dziwnie. I trochę strasznie. Nie wiedziała dlaczego czuła, że mieszka tu zło. Może była po prostu przewrażliwiona. Może.

Był wieczór. Jak zawsze mama zawołała swoje dzieciaki na kąpiel. Byli mali, więc nikogo nie dziwiło, że kąpią się razem. Wszystko było jak zawsze, dopóki nie zostali sami w łazience, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Kasia wiedziała, że zaraz wydarzy się coś złego. Gdy tylko zamknęły się drzwi, Tomek złapał ją za rękę.
- Zrobisz, co Ci każę – usłyszała – i nawet nie próbuj się odzywać.
Jak na siedmiolatka, to były dosyć mocne słowa. Jednak nie potrafiła zareagować. Bała się go. Kazał jej wstać, a sam stanął do niej przodem. Mimo różnicy wieku, byli niemal równi. Patrzyła mu prosto w oczy, lecz one nie należały do niego. Były inne. Stali tak przez chwilę, w milczeniu. Poczuła jego dłoń. Najpierw na brzuchu, później zjeżdżała coraz niżej. Kiedy zerknęła w dół, ujrzała jak drugą ręką trzyma swego malutkiego siusiaka. Nie wiedziała co się dzieje. Była sparaliżowana. A on to wykorzystał, i to z przerażającym uśmiechem na twarzy. Czuła, że jego dłoń znalazła się tam, gdzie nie powinna. Czuła również, że próbuje jej wsunąć palce do środka. Nie dawał za wygraną, a ból był coraz większy. Trwało to kilka sekund. Udało mu się. Czuła okropny ból. W jej oczach pojawiły się pierwsze łzy. Nie mogła krzyczeć. Nie mogła nic zrobić, kiedy on się tam zabawiał. Chciała by już skończył. By ją zostawił. Dał jej w końcu spokój.

Pięć minut później, gdy siedzieli już na końcach wanny, do łazienki weszła mama. Nie zwróciła żadnej uwagi na łzy spływające po policzkach Kasi. Nie zauważyła nic. A może nie chciała. Nie wiadomo.

Tej nocy dziewczynka długo nie mogła zasnąć. Świadomość, że dzieli pokój z bratem nie pomagała jej. Bała się. Jeszcze nie wiedziała, co dokładnie jej zrobił. Nie rozumiała tego, miała tylko dziewięć lat. Zrozumiała dopiero, gdy podrosła. W każdym razie Tomek już nigdy jej nie skrzywdził. A przynajmniej nie w taki sposób.

Kiedyś był dla niej wszystkim. Teraz przez niego zaczęła przygasać, tracić wiarę, że to wszystko ma sens. Straciła coś, co pozwalało jej spokojnie żyć. Straciła siebie. Już nigdy nie była taka, jak kiedyś. 

Popularne posty z tego bloga

Przemysław Piotr Kłosowicz i 'Zdobywcy oddechu' | Recenzja